Produkt dnia
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się

Nasza historia

 „ONA I ON” – dziecko Karoliny i Piotra zrodzone uśmiechem, miłością i zwykłym pragnieniem przebywania i pracy ze sobą nawzajem. Ona – wychowana w duchu handlowego zadziora przez przedsiębiorczych rodziców, którzy przeszli przez kawał ciężkiej roboty próbując swoich sił przy produkcji lodów, szyciu skór, rozwożeniu paczek, a ostatecznie handlując kwiatkami, choinkami, zniczami, zabawkami i wszystkim co się sprzedawało w strefie przygranicznej, ostatecznie kończąc na ciuchach. On – dziecko korporacji przeciągnięty przez największe warszawskie biurowce, analityk siedzący w komputerach i tabelkach, który w pogoni za miłością opatrzoną góralskim akcentem rzucił wielkomiejskie życie i osiadł na wsi nie myśląc co będzie jutro. Ona i On – przykład na to, że nawet w czasach epidemii nie można widzieć świata w ciemnych barwach, a w każdej trudnej sytuacji trzeba szukać światełka i robić to RAZEM.

Początki nigdy nie są łatwe. Pomimo przedsiębiorczych rodziców Karolina cały czas poszukiwała pomysłu na siebie – szkoła muzyczna i akordeon, stypendium w Stanach choć w domu się nie przelewało, później charakteryzacja, filologia, pedagogika, fitness, a w międzyczasie jeszcze udział w teleturniejach i klaskanie na zawołanie. Poznali się na Słowacji i od razu wpadli sobie w oko. Przez prawie 2 lata jego pracy na saksach próba odległości utwierdziła go w przekonaniu, że jednak miłość musi zwyciężyć. I w końcu zapadła decyzja – wracam do Polski. Później nie było łatwiej – on Kraków, ona Warszawa, po to by ostatecznie on skończył w Warszawie, a ona w rodzinnym Szczawniku. Wiele rozterek i przemyśleń – co dalej, gdzie i w ogóle jak to wszystko ugryźć. Ostatecznie zapadła decyzja – zostaniesz moją żoną??? Pomimo że razem, to jednak w dalszym ciągu osobno. Ona nie wyobrażała sobie życia w mieście, on mieszczuch wciąż się zastanawiał, czy sobie na wsi poradzi i co tam będzie robił. Z góralskim przytupem ona postawiła na swoim i po roku bycia mężem i żoną, skończyli ostatecznie w Szczawniku – maleńkiej wsi położonej w Beskidzie Sądeckim.

Chwile depresji nie ustępowały – od czego zacząć, za co żyć? On przyzwyczajony do regularnych wpływów na konto teraz się zastanawiał, co będzie dalej. Powstał JUNIOR – sklep z odzieżą dla dzieci 7+. Trochę się odłożyło, trochę się pożyczyło i sklep ruszył. Nawet źle nie było, dopóki obok nie otworzyła się wielkopowierzchniowa sieciówka z podobnym asortymentem w dużo niższej cenie. Nie istotny był polski producent, nie istotna była jakość materiału – w małych miastach zazwyczaj wygrywa się ceną. Po roku funkcjonowania światełko zgasło, trzeba było coś postanowić.

To co się udało z pozostałego asortymentu spieniężyliśmy po kosztach albo i poniżej zakupu, a ponieważ nie było za bardzo środków na kolejne inwestycje z dwóch liter wyjętych z loga sklepu JUNIOR ułożyliśmy nowe logo – napis ON i postanowiliśmy naszych sił z odzieżą męską. Później poszło dość szybko – oczywiście coś się otwierało, coś zamykało, no i koniec końców pojawiła się również i ONA. Tak jak w naszym życiu – przez długi okres musieli funkcjonować z daleka od siebie tylko po to, aby ostatecznie połączyć siły i tak właśnie powstał „ONA I ON”. Później życie nabrało tempa, zostaliśmy 2-krotnie szczęśliwymi rodzicami Leonarda i Teodora, zyskaliśmy grono cudownych lojalnych klientów, zbudowaliśmy wspaniały zespół, co rok otwieraliśmy jeden lub dwa sklepy, weszliśmy w galerie handlowe i już mieliśmy załatwione sprawy wdrożenia do sklepów oprogramowania i zbudowania na jego podstawie sklepu internetowego i wtedy… przyszedł wirus i wszystko stanęło.

Nie był to pierwszy wstrząs, który zafundowało nam życie. Pod koniec poprzedniego roku głowa rodziny – tata Karoliny – doznał wylewu i świat dla nas wszystkich wywrócił się do góry nogami. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły należy powiedzieć jedno – tak wspaniałego, pomocnego człowieka, o którym tak wiele ludzi mówi życzliwie, naprawdę ciężko spotkać we współczesnych zabieganych czasach. To człowiek kompletnie bezinteresowny, który nigdy nie mówi nie. Część lekarzy, opracowań medycznych, doświadczeń opisywanych w Internecie szybko go skreśliła, a mamie zaproponowano obrączkę na pamiątkę. Jednak coś poszło niezgodnie z utartym szablonem – tata jest dziś z nami, nieco bardziej osłabiony, ale uśmiechnięty, komunikatywny i jest dla nas niesamowitym wsparciem oraz żywym przykładem, że życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy tego oczekiwali, ale nigdy nie można tracić nadziei i trzeba podjąć rękawice i walczyć. A jeśli ma się do tego jeszcze kochającą osobę, która z dnia na dzień potrafi zostawić cały dorobek swojego życia, aby trwać przy Tobie dzień i noc przez kilkumiesięczną tułaczkę po szpitalach, to po prostu musi się udać.

Wracając do nas – chwile załamania oczywiście były dość dotkliwe, wirus uprzedził nas o miesiąc przed wejściem on-line, pozbawił jakichkolwiek dochodów, a naszych pracowników postawił przed widmem zwolnienia. Musieliśmy działać szybko. Jako mała firma nie zostaliśmy objęci zwolnieniami z ZUS-ów, dopłaty do wynagrodzeń nas nie dotyczą, gdyż w kwietniu ubiegłego roku otworzyliśmy duży sklep w galerii i nie mogliśmy wykazać jeszcze spadku obrotów w stosunku do roku poprzedniego, kredytów zaciągniętych na nowe sklepy nie możemy odroczyć bez dodatkowych kosztów, kolekcja wiosenna czeka na klientów w zamkniętych sklepach, samorządy nam nie ułatwiają sprawy, a my wciąż zastanawiamy się co będzie dalej, ale jednocześnie znajdujemy chwilę na uśmiech dla siebie nawzajem i wciąż myślimy, jak przetrwać ten okres bez rozstawania się z kimkolwiek z naszego zespołu oraz jak mieć możliwość regulowania naszych zobowiązań. Decyzja była szybka – Karolina z dziewczynami ruszają z relacjami na portalach społecznościowych, a ja w dzień piszę wnioski, aneksy, formularze i odwołania, a nocami doszkalam się z uruchomienia sklepu internetowego. Nasze plany na profesjonalne działania w tym zakresie legły w gruzach, więc działamy metodami chałupniczymi. Najważniejsze, że w dalszym ciągu robimy to RAZEM, z uśmiechem i miłością do siebie i tego co robimy, a przede wszystkim przy wsparciu naszych najbliższych, naszego zespołu i wielu innych życzliwych nam osób. Już teraz wiemy, że nie będzie łatwo – ale damy z siebie wszystko. Kryzys goni kryzys, świat po różnych tragediach rodzinnych i służbowych często wydaje nam się niemożliwy do poukładania, ale zawsze trzeba mieć NADZIEJĘ i przeć do przodu pomimo wszelkich przeciwności losu. Co będzie dalej? Nikt tego nie wie. Ale najważniejsze, żeby nie mieć do siebie żalu, że siedziało się z założonymi rękami i nie korzystało z każdej chwili, aby się do siebie uśmiechnąć i powiedzieć kilka życzliwych słów.

Poniżej przedstawiamy Wam kilka zdjęć z naszej historii oraz teraźniejszości w formie krótkiego filmiku:

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl